Marcin Czerwiński jest muzykiem – pisze, komponuje i produkuje utwory. Szerszej publiczności znany jest przede wszystkim z udziału w 6. edycji muzycznego programu „Must Be The Music” oraz z „Ekipy na swoim”. W rozmowie z „halowawa” zdradza, skąd w jego życiu wzięła się muzyka i jakie ma plany zawodowe na najbliższą przyszłość.
Marcin Czerwiński – pozytywny, charyzmatyczny, pełen kontrastów [wywiad]
Marcin Czerwiński jest muzykiem – pisze, komponuje i produkuje utwory. Szerszej publiczności znany jest przede wszystkim z udziału w 6. edycji muzycznego programu „Must Be The Music” oraz z „Ekipy na swoim”. W rozmowie z „halowawa” zdradza, skąd w jego życiu wzięła się muzyka i jakie ma plany zawodowe na najbliższą przyszłość.
Marta Pawelec: Twój tata jest basistą. To on zaraził cię miłością do muzyki od najmłodszych lat?
Marcin Czerwiński: Tak, wychowałem się w muzycznym domu. Mimo że moja mama nie jest z zawodu muzykiem, to dom zawsze był przepełniony dźwiękami. Zarówno tata, jak i mama cały czas przemycali swoje muzyczne fascynacje.
Skoro twój taka jest muzykiem i miałeś styczność z muzyką od najmłodszych lat, to czy od zawsze cię to kręciło, zawsze wiedziałeś, co będziesz robił?
To przyszło z czasem. Przychodzi taki moment, że nasze życie zmienia się o 180 stopni. W swojej historii przeszedłem taki moment, jeden z trudniejszych. Musiałem przewartościować swoje życie. Mój tata powiedział „Marcin, masz dobry głos, grasz na pianinie, chodź spróbujmy zrobić zespół”.. Ja na to zareagowałem z przekorą, odpowiedziałem „Aa, tak średnio to widzę...”, ale dałem się namówić. Tak już zostało, teraz to jest wielka miłość. Wcześniej śpiewałem, brałem udział w konkursach, które niejednokrotnie wygrywałem, ale nigdy nie wiązałem ze śpiewaniem planów zawodowych, zawsze to była pasja. Później nastąpił taki obrót spraw, który przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Obecnie muzyka to dla mnie zawód, pasja i miłość jednocześnie. Oprócz pisania piosenek i muzyki, zajmuje się również produkcją.
Grasz na pianinie. Jak to się zaczęło? Rodzicie cię namówili?
Skończyłem szkołę muzyczną pierwszego stopnia, ale przyznaję się, że nie pielęgnowałem tej nauki zbyt mocno. Poznałem zasady instrumentów i nuty. Kiedy po czasie znowu zacząłem grać, było mi już znacznie łatwiej, bo za młodych lat zostało to mocno zakorzenione w mojej głowie. Z racji tego, że jestem dość sumienną, konsekwentną osobą, to małymi krokami wróciłem do dawnej formy, a właściwie… może i do jeszcze lepszej.
Grałeś kiedyś z zespołem Azja. Nadal jesteś z nim związany?
W zespole Azja byłem wokalistą na zastępstwo, napisałem dla nich kilka utworów. Mój tata grał w tym zespole na basie. Zespół Azja to był epizod. Lubię próbować nowych rzeczy, brać udział w niszowych, hip-hopowych projektach, dla których czasami piszę refreny, partie wokalne. Poza tym wyjątkiem, kiedy byłem częścią zespołu Azja, zawsze tworzę pod swoim własnym nazwiskiem.
Nad czym obecnie pracujesz? Wiem, że coś nagrywasz.
Tak, obecnie pracuję nad singlem. Jest to szwedzka produkcja, bardzo świeża, nowoczesna. Mogę już zdradzić, że na pewno piosenka będzie w dwóch wersjach językowych: polska „Jak lew” i angielska „Lions”. To też będzie nowa odsłona mnie, nieco inna niż dotychczas. Pracowaliśmy ze szwedzkimi producentami, dlatego wpływ światowego myślenia muzycznego i brzmienia można usłyszeć w tym utworze.
Kiedy możemy spodziewać się premiery tego singla?
Premiera singla pod koniec maja. Powiem tylko, że będzie to kawałek idealny na lato. Szykujemy też wyjątkowy teledysk z gościem specjalnym, ze świata sportu…. Ale to na razie tajemnica.
Piszesz piosenki i komponujesz muzykę. Co cię inspiruje podczas tworzenia?
Moja inspiracją są najczęściej własne przeżycia. Najpiękniejsze, przepełnione emocjami utwory powstają w momencie, kiedy artysta jest mocno zachwiany emocjonalnie, czyli po prostu cierpi. Wtedy słowa przelane na papier i dźwięki mają ogromny wyraz artystyczny. Przykładem jest Eric Clapton i jego piosenka „Tears In Heaven”. Mnie akurat motywują różne doświadczenia – i te pozytywne, i te negatywne. Nie mam trudności z pisaniem utworów. Zawsze to lubiłem. Mogę o sobie powiedzieć, że jestem osobą pełną kontrastów, mój wygląd zewnętrzny mocno kontrastuje z twórczością. Ale podobno jestem najbardziej wysportowanym wokalistą w Polsce (śmiech).
Jakie cele sobie stawiasz?
Konsekwentnie realizuję swój plan, wydaję single z nadzieją, że w końcu jeden z nich stanie się dużym przebojem radiowym lub festiwalowym. Tego chcę i do tego cały czas dążę. Konsekwencja i dążenie do celu są w każdym aspekcie życia bardzo ważne. Życie to sinusoida – raz jesteśmy na górze, raz na dole i musimy podnosić się po porażkach. Wychodzę z założenia, że porażki i potknięcia mogą być dla nas silnie motywujące i mogą wiele nas nauczyć.
Jakiej muzyki słuchasz prywatnie?
Czasami przyglądam się utworom od strony produkcyjnej i wtedy słucham amerykańskich, zagranicznych piosenek pop'owych, które są mi najbliższe. Lubię też słuchać jazzu, rocka, rytmów latynoskich. Słucham dużo różnej muzyki, czego odzwierciedleniem jest nagranie, które niedawno przygotowałem z tzw. vocal impressions. Wykonuję w nim fragmenty piosenek m.in. Budki Suflera, Steviego Wondera, zespołu Lemon, pod hasłem: 1 człowiek - 10 głosów. Krótko mówiąc naśladuję głosy słynnych wokalistów, dobrze się przy tym bawiąc.
Jak trafiłeś do programu Must Be The Music?
Z moim zespołem graliśmy koncerty w „Ekipie na swoim”. Tam zobaczył mnie ktoś z produkcji programu „Must Be The Music” i zostałem zaproszony na casting.
Podobało ci się?
To była fajna, a zarazem bardzo motywująca przygoda.
Programy tego typu wyglądają rzeczywiście tak, jak jest to przedstawiane w telewizji?
Zupełnie inaczej. W takich miejscach nie lubią takich niepokornych ludzi, jak ja, którzy stawiają na swoim (śmiech).
Co ci dał udział w „Must Be The Music”?
Wyciągnąłem dużo cennych wniosków. Wróciłem do grania na instrumentach, zacząłem komponować, korzystać z porad trenerów wokalnych i mocno pracować nad samym sobą. Myślę że to wszystko mocno mnie rozwinęło.
Gdzie można cię teraz usłyszeć?
Najbliższe koncerty, jakie mamy zaplanowane, odbędą się w maju na Śląsku. Później 5 czerwca odwiedzę Warszawę grając dla zaprzyjaźnionej ekipy - Fundacji Spełnionych Marzeń podczas plenerowej imprezy - Harleyada Gwiazd. Szykujemy też premierę teledysku z koncertem akustycznym, w nietypowym miejscu w stolicy. Rozpoczyna się dla mnie pracowity okres. Wszystkie szczegóły na moim Fanpage (śmiech).
Gdyby nie muzyka, to…
Mam silną osobowość, muszę więc zawsze kreować coś swojego. Prowadziłem już własne działalności gospodarcze – siłownię, duży sklep internetowy. Pewnie robiłbym coś podobnego. Ale nie zastanawiam się nad tym. Skupiam się na muzyce, nie rozglądam się na boki.
Posłuchaj: Marcin Czerwiński - 1 człowiek 10 głosów Vocal Impressions



Depilacja mężczyzn – wskazówki i porady...
Ekspert: w biurach mamy zbyt mało światła...
Poradnik: Jak wybrać doświadczonego adwokata karnistę w Warszawie...
Jak działa maska wygładzająca na włosy?...
Specjalistyczne zabiegi - jak technologia pomaga w walce z tkanką tłus...
Jak wybrać odpowiedniego psychoterapeutę w Warszawie? Przewodnik dla o...
Dlaczego warto inwestować w rozwój jako stylistka paznokci?...
Pomysły na wyjątkowe prezenty do 50 zł...
Napisz komentarz
Komentujesz jako: Gość Facebook Zaloguj